Tak, spełniają się fantazje. Te erotyczne również. I to niespodziewanie. Kochaliśmy się w biurze. Było cudnie. Z nim zawsze jest cudne, ale ten dreszczyk emocji... Mimo starań romatyczną kolację musieliśmy wziąć na wynos do domu, restauracje nie przewidziały naszych godzin posiłku.
Człowiekowi ciężko dogodzić. Jaram się okropnie, że jadę na tydzień do Polski. Już się nie mogę doczekać. Łapię się na tym, że myśli uciekają do własnego pokoju, do wieczorów z gitarą, do zwariowanych wycieczek moim ulubionym samochodem z ulubionym szoferem. A coś mi podpowiada, że już drugiego dnia będzie będę chciała wracać. Na ten moment nie wyobrażam sobie powrotu na stałe. Zbliża się mimo to wielkimi krokami i nie można od niego uciec. Aż, te głupie obowiązki.
I ten mój frajer. Nie planuję. Teraz jest pięknie. Teraz już jest na odległość. Co z tego, że odległość większa, skoro czasowo wychodzi podobnie?
Możebne, możebne... Będzie miło, będzie sympatycznie. Mam okres. Dawno nie pisałam. Znów wkrada się chaos w myśli. Nie mam czasu pisać. Jest mi tu dobrze. Chuśtawki nastrojów, stresy, przypadki, przygody. Jest dobrze. Poziom endrofin ponad normę. Zmęczona jestem, bo się uczę za dużo.
Lub tam, gdzie żale świata na szczytach się śnieżą,
W tym śniegu, w tym wzbielalym ku zaciszom zgonie
Znaleźć dwie załamane, dwie bez jutra dłonie
I całować, nie wiedząc, do kogo należą...
Bolesław Leśmian, Zmierzch Bezpowrotny.
Komeda. Hłasko. Osiecka. Zabawki Boga. Oglądam, słucham, zakochuję się, podróżuję, znikam.
http://www.youtube.com/watch?v=pVfhuTWJ5ew&feature=related
- Zaczynałem tak samo jak tamten chłopak - powiedział Władek. - Miłość, zdrada i takie różne gówna... -RozeŚmiał się. - Byłem kiedyś najlepszym saksofonistą w tym kraju.
- Saksofonistą? - powtórzył bezmyślnie Kuba. - Saksofonistą... To dziwne. - Spojrzał na Władka. - Nie wyglądasz na saksofonistę, bracie.
- Byłem nim - z uporem powtórzył Władek. Splótł dłonie i zacisnął palce; stały się nagle białe. - Nikt nie grał tutaj tak jak ja.
- Co z tego?
- Nic.
- Co potem ?
- Też nic.
- Więc po czorta mi to opowiadasz?
- W cale ci nie opowiadam. Mówię.
- Mów dalej. Jaki koniec? Ważny jest koniec, pointa. Tak, tak, pointa jest najważniejsza.
- Nie jestem już najlepszym saksofonistą.
- Starczy - powiedział Kuba. - Żeby ludzie potrafili tak krótko opowiadać o swoim głupim życiu, byłoby o wiele lepiej. Nienawidzę facetów, którzy skamlą. Ja jestem inny. Lubię twardych. Ale jeśli chcesz mi opowiedzieć swoją historię, proszę bardzo. Bardzo lubię życiowe, pouczające historie.
- Moja jest krótka. Kochałem się.
- Należy ci zazdrościć świeżości uczuć. I co dalej?
- Rzuciła mnie.
Kuba ze smutkiem pokiwał głową.
- Czyli tak zwana mgła - powiedział. - Powinieneś wyjechać do Puszczy Kampinoskiej, aby tam wśród szumiących drzew dokończyć życia jako staruszek leśniczy. Mógłbyś hodować pszczoły i zbierać moczopędne ziółka. Co dalej?
- Nie jestem już najlepszym saksofonistą w tym mieście.
- W tym mieście nie ma ani jednego dobrego saksofonisty. Wszyscy grają podle.
Władek zmilczał; na jego łysinie tańczyło światło lampy. Pochylony, rozmazywał w esyfloresy wódkę rozlaną na cynowej ladzie. Harmonista przestał śpiewać; znów odłożył harmonię i chwiejnie podszedł do bufetu. Oczy miał mętne, bez źrenic; był już dobrze podpity, szczęki drgały mu nerwowo. " Właściwie powinienem mu dać w mordę" - leniwie pomyślał Kuba
Marek Hłasko, Pętla.
Nogi, oczy, nos, nogi, oczy, nos, nogi, oczy, nos, nogi...
Nogi mają ziemię, oczy mają niebo, nos ma powietrze, więcej niekonieczne
Nie umiem się zebrać i wziąć za to, za co powinnam. Najchętniej opatuliłabym się ciepłymi swetrami i szalami i poszła na spacer. A robić trzeba. Będzie niedobrze, jeśli się nie ogarnę, oj niedobrze.
Lao Che - Sam'o'tnosc http://www.youtube.com/watch?v=wTqQzTjGgGM
Z "Wielkiego Testamentu" Stachury wybór subiektywny.
(...)Oczy ryb niechaj podrzucą wysoko w niebo. Na pewno zastygną w gwiazdy.(...) Przytulności brakowało mi zawsze. (...) Dachom trójkątnym, łagodnym i płaskim powierzam moje stopy lunatyka. Czasy są takie niepewne. A na dachy nikt nie rzuca skórek od bananów. (...) Nie wiedziałem nigdy, co począć z palcami. Dlatego tak bardzo podniecały mnie giętkie szyjki tulipanów. Wysokie chwile mojego wzruszenia, jak również rzadkie klejnoty paranoi zostawiam:
e) zachodowi słońca w Prowansji
p) pewnej norze, gdzie nocą brakowało tylko fletu dla harmonii ze szczurami
i) czystej pościeli u państwa Ogrodnik
l) wysokim stołkom barowym i kontemplacji równo ułożonych butelkach na półkach za kontuarem
e) "Pieśni nad pieśniami" Salomona
p) "Śpiącej Cygance" celnika Rousseu
s) "Głosom bożonarodzeniowym"
j) nocom wszystkim z brzuchami lśniącymi jak pudełka wonnej tabaki
i) Tobie
z włosów moich niech będzie ciepły, letni Pogodny deszcz dla dłoni twoich szorstkich, o matko moja. To nic, mamusiu, że zostałem inżynierem.
Gddybym wiedział, że się zgodzisz, oświadczyłbym się.
Ta. Wkopałam się?
Ciężki chleb, zaiste. Czwarte źródło dochodu. Ta doba jakoś dziwnie się kurczy. W wakacje braknie czasu na... wakacje. Ale to zaoowocuje na pewno.
Momentami bardzo bym chciała, żeby ktoś za mnie decydował. Przytłacza mnie samodzielne myślenie o wszystkim. Wiem jednak, że kiedy ktoś- w dobrej wierze nawet - postanowi coś zamiast mnie, zadecyduje o moim życiu, nawet jego marnym kawałku, budzi się we mnie bestia. Rozpaczliwie i agresywnie bronię własnego terytorium. Oskarżam o pogwałcenie praw i wolności. Weź tu dogodź (dogódź?). Gwóźdź.
Ważny czuję się, gdy obejmę Cię ramieniem
Nie jesteśmy w niebie, chodzimy po ziemi
To wszystko, co stało się przez ten czas
Jest w Tobie i we mnie, zostało w nas
I czasem gdy się budzę i mogę być zły
Ale to nie zmienia niczego, a Ty
Możesz poczuć czasem brak mojej solidności
Lecz zrozum, nie ma wolności bez miłości
Chyba mógłbyś mi to zaśpiewac, co?
Końcówkę i tytuł sponsoruje Kult - 6 lat później.


